3/03/2016

Titicaca po stronie boliwijskiej - Copacabana i Isla del sol

Relację z La Paz zostawiam na później, bo właściwie opuściłam miasto po 2 dniach z nadzieją, że wrócę za kilkanaście dni i może się rozpogodzi. Przywitało mnie tam zimno ok 10 stopni i deszcz, pierwsze o czym myślałam wychodząc z autobusu, to żeby wyciągnąć z dna plecaka kurtkę. Nie zostałam na dłużej, tylko ruszyłam pod granicę z Peru, gdzie jest jezioro Titicaca! Kierunek - Copacabana.

Jeszcze kilka lat temu uczyłam się rozpoznawać to miejsce na lekcjach geografii, nawet nie myślałam, że tak szybko tu przyjadę :) Pierwszy raz chyba też nie rezerwuję noclegu za radą innych podróżujących, bo w internecie nie znajduję za dużo opcji. Wybieram mini busa zamiast turystycznego autokaru, ale już po kilku minutach jazdy tego żałuję. Ciasno i trzęsie. Wysiadam i już dostaję ulotkę z jakimś tanim hostelem. Nie znajduję go, ale znajduję sobie tani pokój z widokiem na jezioro i jestem szczęśliwa, żeby wreszcie odpocząć i to w takim miejscu :) 

Spaceruję po mieście – w weekend informacja turystyczna nie działa, ale miasteczko jest na tyle małe, że można dać sobie radę. 2 główne place, uliczki,bazylika - też miejsce religijne, bo znajduje się tu rzeźba Marki Boskiej z Copacabany. Na placu codziennie święci się np. samochody - można je więc zobaczyć całe ozdobione kwiatami. 



Dużo w okolicy miejsc związanych z kulturą Inków. Półgodzinny spacer prowadzi do miejsca Horca del Inca, czyli ichniejszego obserwatorium astronomicznego. Z góry też piękny widok na jezioro.






Samo miasteczko bardzo, bardzo spokojne. 



Odkryłam, że boliwijskie zupy przypominają mi nasze polskie - też dużo tu wszystkiego, makaron, ziemniaki, warzywa :)

A na zachód słońca wybieram się na wzgórze Kalwarii – chmury trochę psują efekt, ale i tak jest ciekawie, szczególnie, że jest też jakaś grupa religijna z pastorem, grają na gitarze i ładnie śpiewają.
Energia na drogę, czyli czas spróbować Inca Cola - trochę jak oranżada.




Następny dzień przeznaczam na rejs na Isla del sol, czyli wyspę Słońca. Poranek nieciekawie się zaczyna, bo jest dużo chmur, a w drodze na wyspę (2,5h na jej północną część – aż trudno uwierzyć, że to tylko jezioro) zaczyna padać. Ale zaraz się rozpogadza. Wysiadam w północnej części - miejscowości Challapampa i zaczynam swój spacer – zostawiłam w Copacabanie część rzeczy, żeby móc przejść całą wyspę i po południu dotrzeć na południe wyspy i tam znaleźć sobie nocleg. 










Po drodze - mesa de sacrificio, czyli stół, gdzie składano ofiary Matce Ziemii, labirynt. - ruiny Chincana..




Uwielbiam góry, więc cieszę się, że zdecydowałam się przejść szlak z północy na południe wyspy – dość gorąco w słońcu, a na tej wysokości też mocno opala, szlak jest pełen pięknych widoków na całą wyspę, ale ostatecznie jest też trochę męczący. 




Po drodze można za to kupić jakieś pamiątki, napoje, i na szczęście kanapki – w najlepszym możliwym na posiłek miejscu i od miłej lokalnej pani :)  





Po około 3h drogi dociera się do wioski Yumani...... Znajduję tani nocleg, pokój dla siebie i znów z widokiem na jezioro. I jest ciepła pierzyna i koc więc da się przetrwać noc – bo kiedy tylko znika słońce robi się zimno, jest tu dość trudny klimat.
Bardzo się cieszę, że zostaję na wyspie – ostatnie łódki do Copacabany odpływają po południu, ale zdecydowanie za wcześnie. A tak, idę sobie na spacer, mijam mieszkańców, wychodzimy razem pod górę – oni z wszystkimi swoimi rzeczami, które sprzedawali przy porcie – ciężko pokonywać codziennie tą drogę. 



Szukam miejscówki na popołudniowe zdjęcia - wychodzę na wzgórze blisko wioski.



 A potem znajduję stolik dla siebie z widokiem na zachodzące słońce i mam znów, tani, zdrowy i dobry obiad - zupa, ryba z jeziora i herbata, bo już zimno! Jestem sama, ale przygarnęłam sobie na chwilę psa. Poza tym czuję się w tak pięknym otoczeniu szczęśliwa i cieszę się ciszą :)



W nocy padał deszcz i była burza - nawet się bałam. Pierwsza moja burza tak wysoko!
Rano herbata z liści koki dla energii - już w La Paz się zapoznałam, polecane przy takiej wysokości :)
Potem jeszcze spacer po południowej części wyspy i z powrotem do Copacabany. Żeby się wyspać i kolejnego dnia rano znów przekroczyć granicę - i poznać Titcaca od strony Peru :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!